Romeo i Julia w I LO Elbląg

Tegoroczny Międzynarodowy Dzień Teatru został uczczony w sposób wyjątkowy. To była jedna z tych szkolnych chwil, które zostają w pamięci na lata. Choć historia kochanków z Werony jest wszystkim znana niemal na pamięć, spontaniczna trupa teatralna złożona z miłośników Melpomeny udowodniła, że w dramacie Szekspira wciąż drzemie potężna dawka emocji, która potrafi poruszyć nawet najbardziej opornych widzów.

Cały proces – od castingu, przez analizę tekstu Szekspira, aż po do perfekcji przeprowadzane próby – był autorską inicjatywą uczniów z klasy 1b, którzy włączyli do współpracy kilkoro pasjonatów z klas: 1d, 3a i 3d. Od początku lutego przez szereg tygodni aula zamieniała się w salę prób. Ta determinacja była widoczna w każdym geście wykonawców podczas finałowego występu 27 marca 2026 r.

Zobaczyliśmy grupę młodych ludzi, którzy udowodnili, że potrafią się zorganizować, zarządzać czasem i stworzyć piękny spektakl. Szkolna aula tętniła życiem Werony– od interpretacji szekspirowskich fraz, przez opracowanie scenicznych środków wyrazu, aż po dopracowywanie autorskiej choreografii tańców i walk.

W rolę Narratora wcieliła się Katarzyna Cytrycka, która swoją statyczną, niemal posągową postawą wprowadziła do spektaklu powagę, przypominając nam od pierwszej minuty, że historia kochanków z Werony to wyścig z czasem prowadzący do tragedii. To, co działo się w warstwie muzycznej, było autorskim projektem sekcji, jaką stworzyli Hanna Kuśmierz i Szymon Flis. Kontrasty dźwiękowe w obmyślonym projekcie budowały energię scen.

Aleks Linsztet wcielił się w główną postać męską. Romeo w jego wykonaniu był pełen młodzieńczej energii i pasji. Jego kwestie nie brzmiały jak wyuczone formułki, ale jak szczere wyznania chłopaka, który pierwszy raz naprawdę się zakochał. Wspólne sceny z Julią należały do niezwykle wiarygodnych, pełnych magnetyzmu.

Julia zachwyciła subtelnością i naturalnością w przedstawianiu uczuć. Uczennica wykreowała bohaterkę świadomą, odważną i niezwykle zdeterminowaną, co idealnie współgrało z faktem, że Hanna Śliwa była jedną z głównych inicjatorek całego przedsięwzięcia. Jej ewolucja z posłusznej córki w kobietę walczącą o swoje szczęście była pokazana niezwykle wiarygodnie.

Sercem spektaklu były wspólne kluczowe sceny. Pierwsze spotkanie bohaterów zostało rozegrane z niezwykłą delikatnością. W tłumie wirujących par, ich wzajemne zauroczenie wydawało się jedynym stałym punktem. Każdy skradziony szept i nieśmiały dotyk dłoni budowały napięcie, które udzieliło się całej widowni.

Scena zbiorowa balu dzięki statystom: Mai Jakimowskiej, Marii Miłosz, Patrycji Kościug, Marii Batko, Gabrieli Zająć, Annie Paszkiewicz, Mikołajowi Serafinowi zyskała szczególny urok. Ta scena była dowodem na to, że nasi uczniowie potrafią zarządzać wielką grupą osób na scenie z profesjonalizmem godnym prawdziwego teatru. Był to moment czystej magii, który udowodnił, że te dwa miesiące wyrzeczeń pozwoliły stworzyć widowisko totalne.

Kultowa scena balkonowa została odegrana przy wykorzystaniu specjalnie wykonanej z wyjątkową kreatywnością przez Helenę Kozicką, odpowiedzialną za oprawę plastyczną, renesansowej, witrażowej balustrady. Przy niej i na tle renesansowego okna aktorzy zdołali zaczarować tę przestrzeń. Ich dialog nie był wyrecytowanym wierszem – to była żywa, pełna pasji rozmowa dwójki młodych ludzi, którzy nagle odkryli, że cały świat poza ich relacją przestał mieć znaczenie.

W grobowcu nastąpiła kumulacja emocji. Scena pożegnania została zagrana z bolesną wręcz intensywnością. Rozpacz Romea i późniejszy chłodny spokój Julii, podejmującej ostateczną decyzję, stworzyły obraz miłości absolutnej. Widok tych dwojga, połączonych w tragicznej ciszy, był tak sugestywny, że po tej scenie w auli przez dłuższą chwilę panowała absolutna, pełna szacunku cisza.

Każda postać na scenie miała swój unikalny charakter, co przy samodzielnej pracy nad tekstem jest ogromnym osiągnieciem reżyserów: Zuzanny Grygun, Hanny Śliwy, Gabriela Guza oraz stylistów: Aleksandry Wasilewskiej, Mai Węglikowskiej. Siłą tego przedstawienia był fakt, że każdy z aktorów – od porywczego Tybalta po tajemniczego Ojca Laurentego – dokładnie wiedział, po co wychodzi na scenę. Dwa miesiące wspólnych prób zaowocowały kreacjami, które wzbudzać będą podziw widzów.

Merkucjo (w tej roli Oliwier Słomczyński) stał się dynamitem energetycznym sceny. Jego brawurowy pełen pasji pojedynek z Tybaltem, świetnie poprowadzonym przez Marcela Gorgola, pełnym zimnej nienawiści, nadały sztuce tempa. Postać Benvolio w wykonaniu Antoniny Sawickiej zasługuje na szczególne wyróżnienie jako głos rozsądku i lojalności. W inscenizacji nie był on jedynie tłem dla Romea, ale pełnokrwistym bohaterem, który próbował powstrzymać nadchodzącą lawinę nieszczęść.

Występ Merkucja był mieszanką cynizmu, humoru i szaleństwa. Tragizm jego śmierci, wykrzyczane z furią przekleństwo rzucone na oba rody, stanowiło moment zwrotny, po którym nikt na widowni nie miał już wątpliwości – zabawa się skończyła.

Tybalt został odegrany w sposób chłodny, z niemal drapieżną elegancją. Każdy jego gest, każde spojrzenie spod przymkniętych powiek biło pewnością siebie i pogardą. Scena pojedynku, którą uczniowie sami opracowali pod względem szermierczym, wyglądała niezwykle realistycznie i groźnie. Uczennica grająca kuzyna Romea stanęła przed trudnym zadaniem – musiała przyciągnąć uwagę widza nie agresją, lecz opanowaniem w tej dynamicznej scenie.

Piastunka (w tej roli Olga Świętoń) wprowadziła do dramatu genialne wyczucie komizmu, stając się natychmiast ulubienicą publiczności, podczas gdy Ojciec Laurenty w interpretacji Miłosza Makutonowicza swoim spokojem stanowił dla niej idealną przeciwwagę. Uczeń grający zakonnika postawił na powagę i spokój. Jego postać była filarem, na którym opierała się nadzieja kochanków. Finałowa scena, w której Laurenty zdaje sobie sprawę z klęski swojego planu, została zagrana z bolesną, cichą rezygnacją, która mocno zapadła w pamięć.

Nawet skłócone rody Montekich i Kapuletów zostały zagrane z taką surowością, że konflikt pokoleń wybrzmiał wyjątkowo boleśnie i aktualnie. Głowy skłóconych rodzin nie były tylko statystami w kostiumach. Uczniowie pokazali ich jako ludzi uwięzionych w pętli wieloletniej nienawiści, której sami do końca nie rozumieją. Ojca Julii zagrał Antoni Krasowski, jej matkę Natalia Frankowska, zaś ojca Romea odegrał Gabriel Guz. W kluczowych scenach rozgrywek między rodami wystąpił z pełną godności swadą Dominik Ostaszkiewicz jako książę Werony.

Dzięki pasji i zaangażowaniu uczniów historia sprzed kilkuset lat wybrzmiała niezwykle świeżo i boleśnie aktualnie. Każdy z wykonawców, niezależnie od liczby wypowiadanych kwestii, dołożył swoją cegiełkę do tej niesamowitej energii, która wypełniła aulę w Dniu Teatru. Widać było, że grupa jest zespołem, który ufa sobie nawzajem – a to w teatrze wartość najcenniejsza. Dwa miesiące prób sprawiły, że każdy z wymienionych aktorów – od Julii i Romea, przez Benvolio, aż po Merkucja i Tybalta – stworzył spójny, żywy organizm. To właśnie dzięki ich wspólnej pracy Międzynarodowy Dzień Teatru stał się w naszej szkole świętem prawdziwych emocji. Dla całej grupy było to prawdziwe, głębokie doświadczenie teatralne, które z pewnością dało poczucie satysfakcji.

„Teatr żyje tam, gdzie jest pasja” – tymi słowami można najlepiej podsumować to wydarzenie. To było prawdziwe święto wrażliwości, które pokazało, że w świecie zdominowanym przez ekrany, żywe słowo Szekspira wciąż ma potężną moc rażenia.

Tekst – Adrianna Adamek-Świechowska